niedziela, 21 stycznia 2007

Czy to aby napewno zima?

8 stopni na plusie, błękitne niebo samo słonko i masa błota nad ODRĄ… to chyba nie jest zima, prawda?
No skoro taka aura, to jak zwykle w taka pogodę Pańcia zabrała mnie nad rzeką. Szliśmy tam z nadzieja ze spotkamy jakieś psiaki. I co się okazało!? 3 znajome goldeny!
Huraaaaaaa…Pańcia jak tylko odpięła smyczkę to ile sil w nogach pobiegłem do tej całej watahy!
A bawiłem się z Ekipa w składzie;
Maja-moja rówieśnica –Złota dziewczyna:)
Max-2 letni – Taki śliczny jasny jak Ja
Karmel – jego imię mówi za siebie wszystko:)
Całą tą ekipą przez dobrą godzinę biegaliśmy nie tylko po trawie:) Było też błotko, czyli to, co goldenki lubią najbardziej…Bieganie za piłką, patyczkami, kopanie dołów, ależ radocha!
Zabawa była przednia:)

A teraz idę na obiadek i spać, bo chyba się troszkę zmęczyłem:D

środa, 3 stycznia 2007

Morze

Wczoraj wieczorem wróciliśmy z Państwem z nad morza.
Jak było? FANTASTYCZNIE!
Ale może od początku:)
W niedziele wstaliśmy wcześnie rano i od razu Pańcio dal mi jeść…Hmmm godzina 7 to trochę wcześniej no ale…Zjadłem z uśmiechem na mordce:) Jak się później okazało to dostałem jedzonko na 4 godziny przed wyjazdem żeby mi się w brzuszku strawiło. Niestety…Nie strawiło się, może, dlatego że ja nie gryzę karmy tylko ja łykam? No cóż 5 razy Państwo ratowali mnie ręczniczkami w samochodzie. Na szczęście od Poznania do samego morza spałem jak zabity. Wczoraj jak wracaliśmy było już o wiele lepiej. Pewnie, dlatego że dostałem aviomarin.
No ale nie jazda najważniejsza tylko to, co widziałem!
Tyleeeeeeeee wody. Tyleeeeeeeee piachu a ile muszli i patyczków!:)
Do wody jakoś się nie pchałem, bo były duże fale, więc nie specjalnie interesowała mnie kąpiel w Bałtyku. Za to patyczki i kopanie dołów w piachu OWSZEM!:D
Poznałem też złotą goldenkę, która mieszkała w tym samym domku, co my, więc miałem towarzystwo, świetnie się razem bawiliśmy na plaży, ganiając za patyczkami i tarzając się w piachu:)
No i nie mogę pominąć kota, z którym próbowałem się, zakumplować i już prawie się udało, ale trzeba było niestety wyjeżdżać. Kot nazywał się Admirał i był persem, Państwo śmiali się, że wyglądał od tylu jak Gerfield:)

Reasumując. Było Extra, szkoda tylko, że tak krótko no ale…Państwo obiecali mi, że może na wiosnę pojedziemy.

A oto JA w AKCJI:)



Kopiemy, kopiemy, może skarb wykopiemy!?:)



Dziura coraz głębsza...Kto wie może się uda:)



2 dzień kopania...A skarbu jak nie było
tak nie ma...



No dobra może dzisiaj cos się uda wykopać w tym piachu
Wiec na plażę chodźmyyy:)



A to puchate stworzenie to właśnie ADMIRAŁ...



A tutaj Goldenka...Tylko jest jedno ale...
Jak ona miała na imię?



Pięknie prawda?

czwartek, 28 grudnia 2006

Spacery.

Jak się mówi…Święta, święta i po świętach…A teraz te wszystkie pyszności trzeba zostawić gdzieś na spacerach:) przed wczoraj np, na rozgrzewkę byliśmy z Państwem w parku a wczoraj w lesie…Dzisiaj też mieliśmy iść, ale pogoda okropna, szaro buro i ponuro a do tego coś siąpi z nieba…Jednym słowem „nici z lasu?”.
Święta się skończyły, ale nie nasze wojaże. W niedziele z samego rana jedziemy nad morze!!! Hura! Nigdy tam nie byłem, ale…Państwo mówiła ze będzie extra:)
A poniżej fotki z naszych ostatnich spacerków.




Pies szuwarowo - błotny


Patyczek...Dużo patyczków!





A tutaj już z Borysem…byliśmy wczoraj razem w lesie:)

piątek, 22 grudnia 2006

Święta.

Dzisiaj będzie krótko i na temat.

Z okazji zbliżających się Świąt moi Państwo oczywiście wraz ze mną chcieliby złożyć wszystkim i każdemu z osobna, zdrowych, wesołych, białych świąt, oraz szczęśliwego Nowego Roku:)

środa, 13 grudnia 2006

Łobuziak.

Tak właśnie Państwo często mnie nazywają - Łobuziak:)
No, bo ja czasami tak mam, że nie do końca się słucham, albo wsadzam nochal tam gdzie nie trzeba albo…Tak jak dzisiaj o 4 nad ranem wchodzę Państwu do łóżka. No, ale co ja na to poradzę, że jestem strasznie towarzyski i sam na posłaniu leżeć nie lubię…Lepiej z Państwem. Tylko chyba dzisiaj wybrałem nie ta godzinę, bo Państwo miny mieli nie tęgie:)
Rano Pani powiedziała, że za bardzo mnie kochają żeby mnie wyrzucić na posłanie, chociaż czasami tak robią…Fakt faktem, że się kręcę i to pewnie dlatego, ale dzisiaj się udało:)

A tak w ogóle to dzisiaj jedna Pani, która mnie zobaczyła na spacerku powiedziała, że jestem ślicznyyyyyyyyyyy:) I że jej mąż też na takiego Labradora choruje,…Ale HALO HALO! Przecież ja nie jestem żadnym labradorem! Chciałem Jej to powiedzieć z tym, że przypomniało mi się, że mógłbym to zrobić dopiero w wigilię:) Wiec moja Pani „oświeciła” kobietę, która się mną tak zachwycała kim tak naprawdę jestem:)

I w ogóle jest fajnie. Państwo codziennie mówią, że mnie bardzo kochają i że jestem strasznie fajny, drapią za uszkiem po karczku…
Hmmm. Jak to się nazywa jak za każdym razem macha się tak strasznie szybko ogonkiem? Szczęście? Tak… to na pewno jest szczęście:)